Praca po pięćdziesiątce – problem wieku czy problem rynku?
Aby odtworzyć ten film, włącz media zewnętrzne.
YouTube nie ładuje się automatycznie ze względu na prywatność. Wystarczy zezwolić na media zewnętrzne — analityka i marketing nie zostaną włączone.
Dyskusja o zatrudnianiu osób 50+ bardzo łatwo zamienia się w zestaw prostych haseł. Jedni mówią, że pracy jest dużo i wystarczy się przebranżowić. Inni odpowiadają, że to teoria wygodna dla ekspertów siedzących w studiu, ale znacznie mniej przekonująca dla kogoś, kto po trzydziestu latach traci pracę w małym mieście.
Właśnie dlatego ta rozmowa wydała mi się ciekawa. Nie daje jednej odpowiedzi, tylko pokazuje kilka nakładających się na siebie problemów: wiek, lokalny rynek pracy, obowiązki opiekuńcze, konkurencję ze strony młodszych pracowników, zmiany technologiczne i przepisy, które czasem mają chronić, a w praktyce mogą utrudniać zatrudnienie.
Praca istnieje, ale nie dla każdego w taki sam sposób
Eksperci przekonują, że sytuacja na polskim rynku pracy jest dziś statystycznie znacznie lepsza niż dwadzieścia lat temu. Bezrobocie jest niższe, a liczba młodych osób wchodzących na rynek pracy maleje. Te dane brzmią optymistycznie.
Problem w tym, że średnia krajowa nie pokazuje całej rzeczywistości.
Osoba mieszkająca w Warszawie może mieć do wyboru wiele branż i form zatrudnienia. Ktoś z miasta zależnego od jednego zakładu produkcyjnego może po jego zamknięciu zostać praktycznie bez alternatywy. Szczególnie gdy całe doświadczenie zawodowe zdobył w jednej konkretnej branży.
Dlatego zdanie „praca jest” może być jednocześnie prawdziwe i całkowicie nieprzydatne dla konkretnego człowieka.
Przebranżowienie brzmi łatwiej, niż wygląda
W rozmowie często pojawia się sugestia, że osoby 50+ powinny rozwijać kompetencje, szkolić się i być gotowe do zmiany zawodu. Trudno się z tym nie zgodzić. Rynek pracy rzeczywiście się zmienia i nie da się zakładać, że jeden zawód wystarczy na całe życie.
Jednocześnie samo słowo „przebranżowienie” bywa używane zbyt lekko.
Człowiek po pięćdziesiątce może mieć kredyt, problemy zdrowotne, starszych rodziców wymagających opieki albo wnuki, którymi zajmuje się niemal codziennie. Może też mieszkać w miejscu, gdzie nie ma odpowiednich kursów ani ofert pracy. W takim przypadku zmiana zawodu nie jest prostą decyzją, lecz ryzykowną operacją finansową i życiową.
Nie wystarczy powiedzieć komuś: „naucz się czegoś nowego”. Trzeba jeszcze stworzyć warunki, żeby rzeczywiście mógł to zrobić.
Kobiety 50+ i niewidzialna praca opiekuńcza
Jednym z najważniejszych wątków była sytuacja kobiet. Z przedstawionych w rozmowie danych wynika, że ich aktywność zawodowa po pięćdziesiątce jest niższa niż w przypadku mężczyzn.
Eksperci wskazują, że wiele kobiet nie pracuje i nawet nie szuka pracy, ponieważ zajmuje się dziećmi, wnukami, starszymi rodzicami lub osobami chorymi.
To bardzo ważne, bo taka opieka jest realną pracą, choć zwykle nie jest traktowana jak zatrudnienie. Państwo i rynek pracy korzystają z niej, ale praktycznie jej nie wynagradzają.
Moim zdaniem nie można uczciwie mówić o aktywizacji zawodowej kobiet 50+, nie rozmawiając jednocześnie o opiece nad osobami starszymi, dostępności żłobków, świetlic, transportu i lokalnych usług społecznych. Bez tego kolejne programy aktywizacyjne będą tylko przerzucały odpowiedzialność na jednostkę.
Czy okres ochronny naprawdę chroni?
Najbardziej sporny fragment dotyczył przepisów chroniących pracowników przed zwolnieniem w okresie przedemerytalnym.
Z jednej strony takie rozwiązanie daje poczucie bezpieczeństwa osobie, która ma niewiele czasu do emerytury. Z drugiej strony przedsiębiorca może bać się zatrudnić nowego pracownika objętego ochroną, ponieważ później trudno będzie rozwiązać z nim umowę.
Powstaje więc paradoks: przepis ma chronić starszych pracowników, ale może jednocześnie zmniejszać ich szanse na znalezienie nowej pracy.
Nie jestem przekonany, że prostym rozwiązaniem jest całkowite usunięcie ochrony. Taki ruch mógłby przerzucić całe ryzyko na pracownika. Być może lepszy byłby bardziej elastyczny system: okres próbny, częściowe dopłaty do zatrudnienia, większa ochrona przed dyskryminacją i łatwiejsze przechodzenie na niepełny etat.
Quiet quitting czy po prostu stawianie granic?
Rozmówcy poruszyli również temat quiet quitting, czyli ograniczania zaangażowania do obowiązków zapisanych w umowie.
Termin często brzmi tak, jakby pracownik robił coś niewłaściwego. Tymczasem osoba, która wykonuje swoją pracę dobrze, ale nie chce stale zostawać po godzinach, nie musi być leniwa. Być może po prostu ma inne obowiązki albo nie chce oddawać pracy całego życia.
W przypadku osób 50+ takie podejście może wynikać z doświadczenia. Po wielu latach pracy człowiek często lepiej rozumie, że nadgodziny i ciągłe poświęcenie nie zawsze prowadzą do uznania czy bezpieczeństwa.
Ciekawą propozycją była większa popularność pracy w niepełnym wymiarze. Dla części starszych pracowników trzy dni w tygodniu albo krótsze zmiany mogłyby być znacznie lepszym rozwiązaniem niż wybór między pełnym etatem a całkowitym wycofaniem się z rynku.
Technologia nie zabiera wszystkich miejsc pracy, ale zmienia je bardzo szybko
Ostatnia część rozmowy dotyczy automatyzacji i nowych technologii.
Historia pokazuje, że maszyny likwidowały niektóre zawody, ale tworzyły inne. Bankomaty nie doprowadziły do całkowitego zniknięcia pracowników banków, lecz zmieniły zakres ich obowiązków. Podobnie internet zlikwidował część pośredników, ale stworzył całe nowe branże.
Dzisiejsza zmiana może jednak przebiegać szybciej niż wcześniejsze. Kasy samoobsługowe, sztuczna inteligencja, roboty i autonomiczne pojazdy mogą w krótkim czasie ograniczyć zapotrzebowanie na wiele stanowisk.
Największym problemem nie jest więc sama technologia, lecz tempo dostosowania ludzi i instytucji. Nowe zawody mogą powstać, ale osoba tracąca pracę dziś nie zawsze może czekać kilka lat, aż rynek stworzy dla niej nową możliwość.
Moje wnioski
Po tej rozmowie trudno powiedzieć po prostu, że osoby 50+ mają albo nie mają szans na rynku pracy. Szanse istnieją, ale są bardzo nierówno rozłożone.
Dużo zależy od miejsca zamieszkania, zdrowia, wykształcenia, branży, obowiązków rodzinnych i gotowości pracodawców do bardziej elastycznego podejścia. Nie każdy musi zostać programistą, nie każdy może przeprowadzić się do dużego miasta i nie każdy jest w stanie zaczynać wszystko od zera.
Najbardziej brakuje mi w tej debacie myślenia o doświadczeniu jako realnej wartości. Osoby po pięćdziesiątce często mają wiedzę, cierpliwość i odpowiedzialność, których nie da się zdobyć na szybkim kursie. Rynek pracy powinien umieć z tego korzystać, zamiast widzieć w wieku przede wszystkim problem.
Samo nawoływanie do dłuższej pracy nie wystarczy. Jeżeli państwo i pracodawcy naprawdę chcą większej aktywności zawodowej osób 50+, muszą zaoferować coś więcej niż hasło o przebranżowieniu: elastyczne etaty, dostępne szkolenia, pomoc opiekuńczą i uczciwe warunki zatrudnienia.
Komentarze
Brak komentarzy.
Aby dodać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj.